Witam. Dziś przez przypadek trafiłam na tą stronę szukając jakiś informacji,które pomogłyby mi uporać się z moim problemem. Wydaje mi się,że jestem chora.Moja głowa, serce i dusza są.Bulimia sportowa, którą na początku myliłam z kompulsywnym jedzeniem. Trwa to już od jakiegoś roku,nie pamiętam. A zaczynałam jako zwykła dziewczyna z nadwaga. Świetnie mi to wtedy wyszło - przed 4 laty, schudłam bardzo zdrowo 10 kg w 10 miesięcy. Zaczęłam od ćwiczeń, potem odstawiłam puste kalorie - odżywiałam się racjonalnie,panowałam nad sobą i ćwiczyłam. Wszyscy wiedzą,że to najlepsze. Potem przyszła jakaś zima i trochę się zaniedbałam. Przybyło parę kilo,ale nie był to dla mnie problem - znów zrobiło się ciepło a ja postanowiłam,że zacznę biegać. Waga znów zaczęła spadać - i tym razem postanowiłam,że już taka zostanie. Ale jednak tak się nie stało,znów przyszła ta zima i znów to samo.I tak mam,że na zimę przybieram jakieś 4kg a potem zrzucam,jak pies sierść na wiosnę...Tylko, że gdybym tylko zrzucała a nie pochłaniała więcej niż spalam to wyglądałabym jak najlepsza laska na świecie- a do tego mi brakuje. Mam już swoje lata,swoje przeszłam i mam pojęcie o wielu rzeczach, wydaje mi się,że wiem skąd ten problem,wiem dużo o chorobie,znam się na zdrowym racjonalnym odżywianiu,potrafię komponować zbilansowane posiłki i co mi z tego wszystkiego kiedy przychodzi taki moment, że wchłaniam jak jakiś glonojad wszystko co napotkam na swojej drodze? z reguły robię to w ukryciu, zamknięta w 4 ścianach,a wśród innych udaję,że mam silną wolę i wcale nie muszę - jeśli nie chcę jeść tej czekolady czy chipsów.A potem , po napadzie idę ćwiczyć i robię to tak długo aż mi niedobrze.I tak w kółko. Ostatnio miałam dobry okres- przez jakiś tydzień było super, jadłam "dobrze".Za to w tym tygodniu nadrabiam,już 4 wieczór z rzędu. I za każdym razem mówię - od jutra..Nie mam do kogo zwrócić się z tym problemem.Mam wrażenie,że moje otoczenie nie rozumie powagi sytuacji i nawet nie ma co prosić o pomoc. W sumie się nie dziwię.Od rodziców usłyszę - to nie jedz tyle,skoro nie chcesz. A od narzeczonego - ja nie muszę jeść tak dużo jeśli nie chcę.Bo czasem zdarza mi się ( przy jakiś uroczystościach czy podczas "dnia świni";)-to taki legalny dzień pochłaniania dla wszystkich)jeść wszystko przy innych. I wtedy jeśli ktoś komentuje - że będę gruba to działam agresywnie - pytam czy mi żałują jedzenia i że przecież i tak jestem szczupła więc mogę.
Nie wiem czy to co napisałam ma jakiś sens,chodzi mi o to,że nie mam komu powiedzieć o swoich problemach bo wiem,że będą bagatelizowane. Miałabym jeszcze dużo do napisania o sobie,ale nie wiem czy kogoś w ogóle to zainteresuje. Przede mną trudna lekcja,nie wiem czy dam radę.Za 5 miesięcy biorę ślub,powoli zaczynam oglądać suknie ślubne,a nie chce wyglądać w nich jak pasztet.A jak na razie-już to zauważyłam,jeżeli wiem,że muszę się za siebie zabrać,odkładam to z dnia na dzień codziennie,żeby móc jeszcze jeść i tak mija do krytycznego momentu kiedy patrzę na siebie w lustrze i chce mi się wymiotować z obrzydzenia.
Próbowałam mu powiedzieć kilka razy,ale nie potrafi chyba tego ogarnąć.Nie rozumie tego,że coś jest silniejsze ode mnie,że nie potrafię się powstrzymać i nie jeść kiedy nie muszę.Na dzień dzisiejszy nie widzę pomocy z jego strony. A co do wypowiedzi Aleksandry - na terapie też nie mam szans na razie. Nie mam pieniędzy na takie rzeczy(odkładam na nowe życie;) - a z tego co mi się wydaje to za takie spotkania trzeba płacić. Za to dziś był dobry dzień - może wczorajsze zwierzenie mi pomogło?zobaczymy. Co prawda jeszcze się nie skończył ale jestem pozytywna i mam butelkę wody.
Ja to wszystko wiem,że to nie najlepiej dla mojego organizmu.Tak samo jak to,że po jedzeniu ćwiczę - wiadomo,że nie spalam tego co zjadłam.Ja wszystko wiem,a mimo to robię wszystko na odwrót. I właśnie tego nie potrafię - ogarnąć,dlaczego tak robię. Tzn.wiem chyba jaki jest powód i początek tego,że zaczęłam się obżerać - ale nie potrafię zrozumieć dlaczego wiedząc,że to jest złe robię to.Nie wiem czy wyraziłam to co mam na myśli..Może to jest właśnie choroba. Świadomość ,że się źle postępuje, że nie powinno tak być a mimo to robi się to- podobno najtrudniejsze do leczenia to osoby świadome zaburzeń. A co do terapii - jeśli jest jak piszecie to się rozejrzę, poszukam.
Witam!
Jestem po raz drugi - minął tydzień - w każdym razie nie poszedł na marne;)3 maja postanowiłam sprawdzić siebie "formalnie" i przed wszystkimi w bieganiu - mojej pasji od 4 sezonów. Nigdy wcześniej nie brałam udziału w masowych imprezach biegowych bo trochę się wstydziłam, krępowałam - że będą się śmiać,że jestem amatorka i co tu robię - ale w przypływie odwagi zarejestrowałam się i opłaciłam udział w półmaratonie. No więc jak już zapłaciłam żal mi było stracić tą kasę, pojechałam po numer startowy, koszulkę i pełna niepokoju i zdenerwowania w poniedziałek pojechałam na start. No i pobiegłam. Miałam jeden cel - ukończyć ten bieg w czasie krótszym niż 2h30min. I zrobiłam to:):) przebiegłam te 21,097km w 2h19min i ani razu się nie zatrzymałam. Biegłam bez przerwy. To co czułam dobiegając do mety było niesamowite. Dało mi taką radość - że sama przed sobą udowodniłam,że jestem w stanie to zrobić, przełamać swoje słabości i osiągnąć zamierzony cel.Od tamtej pory świetnie się czuję, psychicznie w sensie. Również od mojego pojawienia się tutaj wiele myślałam o tym wszystkim,o ludziach którzy tutaj są, mają podobne ed, takie same problemy. I odpowiadają na różne posty próbując dawać dobre rady i wsparcie - samym nie potrafiąc dać sobie rady ze sobą i swoimi problemami. Dlaczego tak jest? Nie chcę nikogo krytykować, obrażać - tylko myślę sobie, że nie chcę być jedną "z nas"(was). Dużo do myślenia dał mi również udział w tym półmaratonie - może pomocne byłoby znalezienie dla siebie jakiejś pasji czy zainteresowania gdzie sami przed sobą będziemy mogli coś udowodnić, coś co tylko nas będzie interesowało i będzie tylko dla nas. Tak jak z ed - brak kontroli nad życiem próbujemy zastąpić kontrolą (lub również jej brakiem ) nad jedzeniem. A tylko nasza pasja- dla nas pozwoli może tą kontrolę sprawować właśnie nad nią - tak jakby stanie się antidotum? Bo moje bieganie i wyznaczanie sobie nowych tras i czasów tak właśnie działa - mam nad tym kontrolę bo robię to dla siebie - nikt mi nie mówi - Pola musisz przebiec tyle i tyle - ja tyle biegnę bo sama chcę. Może każdy z nas powinien spróbować czegoś takiego?I nie jest to moja dobra rada dla kogoś konkretnego. Po prostu głośno myślę,że może coś takiego miałoby jakiś pozytywny skutek?
No dobra,wygrałyście :)zwracam honor. Cieszę się,że nie nakrzyczałyście na mnie tylko racjonalnie przedstawiłyście to co myślicie. Fakt - sama napisałam, że po moim pierwszym wpisie zrobiło mi się lepiej na sercu i wy jako jedyne nie powiedziałyście po prostu - to po co tyle żresz skoro nie chcesz? Nie oceniłyście mnie. Ja nie wiem jak to jest z innymi ludźmi, wokół siebie swoją walkę toczę sama, nie mam pomocnych dłoni czy słów, pierwszy raz napisałam o sobie tutaj jeśli chodzi o net.Tak więc być może po prostu się nie znam, nie wiem jacy są inni bo ich nie znam.
Ale dziewczyny,naprawdę wszystkie chodzicie na terapię? i wasze rodziny,nie wiem - pomagają wam?ja muszę to zrobić sama jakoś coś ze sobą - jak we wtorek oglądałyśmy suknie ślubne i przymierzałam jedną , która była z pokazu mody więc z modelki - była na mnie na wdechu - mówię mamie,że jakby miała być ta to spoko - da się schudnąć. A ona odpowiedziała - tak, nie przesadzaj już z tymi kośćmi? i będzie anorektyczka. Więc to jest wiedza mojej mamy na ten temat.A co do sukni - dziewczyny muszę się pochwalić bo jestem strasznie podniecona- wybrałam dziś :)swoją wymarzoną suknię
Dołączyła: 21 Kwi 2010 Posty: 148 Skąd: z inąd Nr Użytkownika: 690
Wysłany: 2010-05-14, 00:43
Pola, nie wszystkie na pewno nie chodzą na terapię, ale tutaj staramy się nakierować osoby chore na to by się tam zgłosiły. Moi rodzice nie wiedzą, że chodzę na terapię, kiedyś mam zamiar im powiedzieć, ale teraz nie dostaję od nich żadnego wsparcia, bo nie jestem w stanie im powiedzieć. Warto jest podjąć terapię i walczyć o siebie i swoje życie.
Dziewczyny, wy jesteście takie poukładane w swoich wypowiedziach. Wybaczcie mi po raz kolejny, ale raz- jestem już stara i etap korzystania z internetu w celach poznawczych już mi minął więc - dwa - nie bardzo się znam i umiem odnaleźć; mam wrażenie(być może dlatego,że o tym nie piszecie albo ja tego nie czytam)że już nie macie tych problemów.Że sobie z nimi poradziłyście.Więc ja - wchodząc tu - myślę "o dziewczyny kogoś podtrzymują na duchu - są silne, a ja znowu siedziałam wczoraj i żarłam".I mi wstyd, przed sobą to już pomijam,ale przed wami - chociaż nie piszę codziennie co robię albo co jem i w sumie się nie znamy. I mam wrażenie,że jestem słabą kozą, najsłabszą
Wiek: 20 Dołączyła: 02 Maj 2010 Posty: 48 Skąd: gdynia Nr Użytkownika: 695
Wysłany: 2010-05-15, 08:46
wiele z nas (ja na przyklad) nie uporalo sie z problemi zwiazanymi z jedzeniem, poprostu nie piszemy tu o tym ile zjadlysmy itp bo to mogloby dzialac napędzająco na chorobę.ja schudlam od wczoraj kilogram.nie moge wyrwac sie z błędnego koła.ale mam juz zaswiadczenie o ubezpieczeniu i niedlugo wykonam pierwszy krok.umowie sie do psychiatry.
Wiek: 24 Dołączyła: 28 Gru 2009 Posty: 156 Skąd: prawie z gór Nr Użytkownika: 635
Wysłany: 2010-05-15, 09:55
Pola oczywiście, że chwile słabości się zdarzają, ja też je miewam, tak samo jak slow stany depresyjne czy chęć zniknięcia, nieraz jak przychodzą gorsze dni i jak sobie pomyśle że gdyby znalazł się ktoś kto ma strzykawkę z jakąś trucizną to nie zawahałabym się i przyjęła ją, ale te myśli znikają , nie musisz sie wstydzić że masz ataki, to jest choroba i my to doskonale rozumiemy, bo same to przeżywałyśmy lub przeżywamy
oliwka, jak się ogarnęłaś z tym zaświadczeniem?bo ja mam już umówioną wizytę,ale właśnie Pani z okienka powiedziała,że też mam takie przynieść. A nie powiem matce(bo to ona mnie ubezpiecza)że potrzebuję takie bo idę do psychologa -bo mi powie,jesteś głupia a nie chora.Mogę sama sobie takie zorganizować?
to dobrze,że nie jestem najbeznadziejniesza.Tzn,no nie dobrze,ale wiecie w jakim sensie;)
Ostatnio zmieniony przez Innocente 2010-05-15, 17:00, w całości zmieniany 1 raz
Dołączyła: 21 Kwi 2010 Posty: 148 Skąd: z inąd Nr Użytkownika: 690
Wysłany: 2010-05-15, 17:07
Pola, ja mam za sobą wizytę u psychiatry, chodzę na terapię i nie jestem "pierwszej młodości", sporo czasu minęło od moich "początków niszczenia siebie" i nie poradziłam sobie z moimi problemami do teraz. To nie jest tak, że wszystkie tu jesteśmy silne, każda z nas przeżywa wzloty i upadki. I jesteśmy tu dla siebie, by podtrzymywać się na duchu, by pomóc sobie w tym wstawaniu.
Jedni mają lepsze dni, drudzy gorsze i na zmianę. Ci co mają lepsze, pomagają tym co mają się gorzej, a potem na odwrót.
_________________ „Jakże łatwo odtrącić od siebie i odepchnąć
wszelkie wyobrażenie niepokojące i obce
i natychmiast odzyskać pogodę ducha”
"Moją najulubieńszą złośliwością i sztuczką jest
to, że moje milczenie umie się nie zdradzać
milczeniem."
"Jest w Tobie coś wielkiego i wyjątkowego.
Studiuję siebie od czterdziestu pięciu lat.
Czasem mam ochotę siebie pocałować!
I Ty też musisz pokochać siebie.
Nie mam tu na myśli jakiejś metafory.
Mówię o zdrowym szacunku do siebie.
A gdy pokochasz siebie,
będziesz automatycznie kochał innych."
Wiek: 20 Dołączyła: 02 Maj 2010 Posty: 48 Skąd: gdynia Nr Użytkownika: 695
Wysłany: 2010-05-15, 17:10
Pola,niewiem jak jest w Twojej sytuacji. Moja mama ma rente i ona mnie podpięła z ubezpieczeniem pod jej rente musiala mi napisać upoważnienie do odbioru zaświadczenia dac swoją legitymację rentową. z tym musialam isc do zusu zeby mi to wydali. W innych przypadkach niewiem jak to wyglada. może powiec mamie ze chcesz isc do zwyklego lekarza albo niewiem do ginekologa,skoro jestes pewna ze nie mozesz jej powiedziec o wizytach u psychologa. buziaki
ale wstyd dziewczyny.Już miałam napisać wczoraj,ale usunęłam wszystko co zapisałam. Właśnie wsunęłam coś o czym zawsze myślałam,że jest najgorsze i że tego raczej nigdy nie zjem. Wielkanocnego zająca! wiem,że to brzmi głupio,ale dla mnie te zające są okropne.Teraz jest mi tak niedobrze(bo to nie jedyna rzecz jaką zjadłam),że chyba pójdę się wyrzygać(ale nie pójdę bo tego nie robię).Czuję się jak gów..Mam w głowie - za miesiąc biorą miarę na suknię, musisz już wyglądać tak jakbyś chciała w październiku(czyli 4kg mniej-chociaż teraz pewnie z 10),mój stary codziennie pakuje,żeby dobrze wyglądać a ja mu zazdroszczę jego silnej woli i żre.W głowie jedno - w ustach drugie. Masakra. Jeśli ta pogoda się nie skończy to chyba umrę,nie chcę być grubą świnią!A jak tak pada to nic mi się nie chce... I oczywiście dieta trwa mniej więcej do 13 jak jestem w domu oraz w godzinach kiedy jestem na uczelni. I o ironio - dziewczyny mówią - Pola tak chciałybyśmy być takie jak ty,masz taką silną wolę, potrafisz sobie odmówić, jesteś taka szczupła, zazdrościmy ci. O litości...a ja tego słucham i myślę sobie - musisz sobie strzelić w łeb. A co do zająca - mam takie pudło gdzie trzymam różne rzeczy i wkładam tam słodycze, które dostaje na różne okazje-żeby o nich zapomnieć. I z reguły zapominam,ale dziś właśnie mi się przypomniało,że jako jedyny został on(bo resztę wdupiłam wcześniej)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum